Jak to z wielkimi planami było

Powodzi nie było, ale lider największej partii opozycyjnej już wiedział, kto byłby winien, gdyby jednak woda zalała kraj. Oczywiście premier Donald Tusk, który odrzucił „wielkie plany”, jakie PiS miał po sobie pozostawić. Kłopot w tym, że te „wielkie plany” były wydmuszką

„My mieliśmy wielkie plany” jest jedną z tych fraz, które Jarosław Kaczyński najczęściej powtarza. Niespełna dwuletnie rządy PiS pozostawiły po sobie „wielkie plany” we wszystkich możliwych obszarach: budowy dróg, gazoportu, inwestycji w przemysł, inwestycji w kulturę i, oczywiście, zabezpieczeń przeciwpowodziowych. Co prawda rządy PiS-u nie zaczęły faktycznej realizacji tych „wielkich planów” – ale kto by dziś pamiętał o tym, że autostrady i drogi ekspresowe zbudował rząd PO-PSL. I że to ekipa Platformy zaczęła budowę gazoportu, zdobywając dla niego pół miliardową, unijną dotację.
Żarty na bok. Przez kilka dni cały kraj żył groźbą powodzi. Na szczęście do niej nie doszło - ale mimo wszystko warto sprawdzić, czy rzeczywiście w 2007 roku nowy (wówczas) rząd naraził Polskę na szwank, odrzucając jakieś ambitne plany ochrony przeciwpowodziowej.


Żeby to sprawdzić, trzeba cofnąć się do sierpnia 2006 roku. Wtedy, w pierwszej wersji Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko (PO IiŚ), zaakceptowanej kierunkowo przez rząd, na projekty przeciwpowodziowe przeznaczono ok. 430 mln euro. Równolegle, ten sam rząd przyjął też tzw. Listę Projektów Indywidualnych PO IiŚ, czyli wykaz najważniejszych inwestycji do sfinansowania z pieniędzy programu. Ówczesna ekipa uznała, że powstaną dwie listy: podstawowa i rezerwowa. I na obie wpisał projekty o łącznej wartości, uwaga!, sześciu miliardów złotych. Jak łatwo przeliczyć – o cztery miliardy złotych więcej, niż ten sam rząd przeznaczył na realizację zadań przeciwpowodziowych w ramach PO IiŚ… Sama tylko wartość projektów z listy podstawowej przekraczała dostępną kwotę o 25 proc. Ta sprzeczność planistom rządu PiS najwyraźniej nie przeszkadzała.

Kłopot w tym, że takiej sprzeczności nie można było tolerować, bo funduszy europejskich było tyle, ile było. Jedną z pierwszych rzeczy, jaką nowy rząd (po wyborach w 2007 r.) zrobił, była weryfikacja „wielkich planów”. Co prawda w styczniu 2008 r. rząd PO-PSL zwiększył kwotę na inwestycje przeciwpowodziowe w PO IiŚ aż o ¼ (do 516 mln euro) – ale i tak finansowa kołdra była za krótka. I dlatego jedną z pierwszych rzeczy, za jakie zabrała się ekipa minister Elżbiety Bieńkowskiej wraz z Ministerstwem Środowiska, było sprawdzenie, czy aby na pewno wszystkie projekty wpisane na listę są gotowe do realizacji.

Kryterium aktualizacji było proste i sprowadzało się do jednego pytania: czy projekt ma w ogóle szansę na realizację (zakończenie budowy) do końca 2015 r. Bo jeśli nie, przyznane nań fundusze europejskie przepadną, ergo – nie można go utrzymać na liście. Ocenić gotowości projektu do realizacji też była prosta i zero-jedynkowa. A co najważniejsze, kryteria oceny były opisane w ustawie przyjętej… w grudniu 2006 r. (Ustawa o zasadach prowadzenia polityki rozwoju). Otóż w zakresie gotowości do realizacji inwestycji sprawdzane były: * własności gruntów (czy teren pod inwestycję jest wykupiony); * przygotowanie beneficjenta do realizacji projektu (czy np. powołał pełnomocnika ds. realizacji projektu i współpracujący z nim zespół); * wartość zadań inwestycyjnych, posiadających pozwolenia na budowę, w stosunku do wartości wszystkich zadań; * wartość kontraktów posiadających dokumentacje przetargową w stosunku do całkowitej wartości projektu.

Weryfikacja okazała się dramatyczna dla „wielkich planów”. Większość projektów, które pozostawił po sobie rząd PiS, nie miała nawet opracowanego studium wykonalności – i automatycznie nie mogła spełnić żadnego (!) z powyższych kryteriów. Przykłady? Projekt pod nazwą „Budowa zbiornika wodnego Kąty Myscowa (Krempna) na Wisłoce” uzyskał w ocenie dwa punkty na 25 możliwych (!). Owszem, był strategiczny, ale nieprzygotowany do realizacji w stopniu skandalicznym. Dość powiedzieć, że autorzy tego „projektu” – wartego 170 mln euro – twierdzili, że do jego realizacji wystarczy 20 mln euro współfinansowania unijnego.
Ten konkretny przykład chyba najlepiej oddaję prawdę o „wielkich planach”, które zły rząd Donalda Tuska na złość porzucił i nie zrealizował.

W ramach post scriptum: w latach 2010-13 rząd wydał na zabezpieczenia przeciwpowodziowe oraz na usuwanie skutków dotychczasowych powodzi ponad 6, 2 mld zł. Zbudowano 865 km wałów przeciwpowodziowych, naprawiono 4720 uszkodzeń w wałach przeciwpowodziowych. W tym roku kończą się ostatnie prace nad zbiornikiem Świnna Poręba, jednym z największych w tej części Europy, już zresztą chroniącym Małopolskę przed powodzią.
Trwa ładowanie komentarzy...