NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

Obietnice PiS-u: reaktywacja

Kiedyś PiS obiecywało trzy miliony nowych mieszkań dla młodych. Dziś obiecuje im milion dwieście tysięcy miejsc pracy. Szanse na realizację tych obietnic przez PiS pozostają te same: zerowe

Przedstawiony dziś przez Prawo i Sprawiedliwość projekt „Narodowego Programu Zatrudnienia” opiera się na jednym, fundamentalnym założeniu: masowego rozdawnictwa pieniędzy z budżetu państwa. Albo masowego uszczuplania dochodów z kasy publicznej, bez wyjaśnienia, w jaki sposób te koszty miałyby zostać w finansach publicznych zbilansowane.



Pamięć ludzka jest krótka, więc przypomnijmy, że już to przerabialiśmy w 2005 i 2007 roku: PiS obiecuje obywatelom, że coś im da – ale nie wskazuje źródeł finansowania tych obietnic.

Proponowane w projekcie PiS ulgi podatkowe, zwolnienia, preferencyjne dopłaty itp. – to wszystko przekłada się na setki milionów, jeśli nie miliardy złotych z kasy publicznej. A to jeszcze podane w sosie tworzenia nowych instytucji: „Funduszu Wspomagania Zatrudnienia” i „Funduszu Wspierania Przedsiębiorczości Ludzi Młodych”.
Według wstępnych szacunków ekspertów (m.in. organizacji zrzeszających przedsiębiorców) przedstawiony przez PiS „Narodowy Program Zatrudnienia” zwiększy łączne koszty ponoszone przez przedsiębiorców o ponad 2,5 proc. Pytanie, czy w czasie kryzysu gospodarczego dobrym pomysłem jest obarczanie firm dodatkowymi kosztami jest tu retoryczne. Nie warto, bo dodatkowe koszty w warunkach spowolnienia gospodarczego dają spadek zatrudnienia, a nie jego wzrost.

Intrygująca jest też wybiórczość propozycji opozycji. Jej „program” zakłada wspieranie przedsiębiorstw w małych miasteczkach - i to tylko w przypadku osób do 35. roku życia. A co z osobami 50+? Co z bezrobotnymi z miast powyżej 50 tys. mieszkańców (Olsztyn, Bydgoszcz, Rzeszów, Katowice, Łódź?) Czyżby Prawo i Sprawiedliwość pod hasłem „narodowego programu” forsowało rozwiązania adresowane głównie dla własnego elektoratu?

W odróżnieniu od obietnic PiS, rząd PO – PSL przygotował program wspierania młodych na rynku pracy dopiero wtedy, gdy znalazł na to finansowanie. I oparł się o już istniejące, sprawdzone rozwiązania wykluczające dyskryminację, dostępne tak samo dla mieszkańców dużych miast, jak i małych miasteczek. Przed kilkoma dniami minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska i minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz ogłosili duże zmiany w Programie Operacyjnym Kapitał Ludzki, finansowanym z funduszy europejskich.
Dzięki dokonanym przesunięciom, dodatkowe pół miliarda złotych zostanie przekazane na dotacje dla młodych osób chcących rozpocząć własną działalność gospodarczą (dotacje rzędu 80 tys. zł) oraz na szkolenia, zwiększające kwalifikacje zawodowe młodzieży. W odróżnieniu od projektu PiS-u, ten pomysł już teraz zaczyna być realizowany, bo udało się znaleźć na nie pieniądze (w porozumieniu z Komisją Europejską).

Także inne rządowe pomysły poprawy sytuacji na rynku pracy są podczepione pod konkretne, zdefiniowane źródła finansowania. Przykłady? Przyjęta wczoraj przez rząd ustawa antykryzysowa, mająca pomóc chronić nowe miejsca pracy, jest zabezpieczona realnymi (leżącymi na rachunkach bankowych) pieniędzmi z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Albo system poręczeń i gwarancji publicznych dla firm, którego operatorem jest Bank Gospodarstwa Krajowego. Według szacunków banku, z gwarancji skorzysta w sumie ok. 50 tys. polskich przedsiębiorstw. Tylko do 30 kwietnia br. po gwarancje państwa zgłosiło się już ok. 1200 firm.
A konkretnych działań rządu jest więcej: w ciągu dwóch lat wydatki z Funduszu Pracy na promocję zatrudnienia i aktywizacji zawodowej bezrobotnych do 25 r. życia wzrosły o prawie 40 proc. W 2011 r. fundusz wydał na ten cel 821,9 mln zł, co pozwoliło objąć wsparciem 130 tys. osób. W 2013 r. fundusz wyda 1,14 mld zł – co oznacza pomoc dla 176 tys. młodych osób.

Dobrym prawem opozycji jest zgłaszać własne pomysły rozwiązywania realnych problemów. Szkoda tylko, że zgłaszane są pomysły księżycowe, nie mające żadnego oparcia w realnych możliwościach państwa, budżetu itp. Tak samo jak księżycowa była obietnica trzech milionów mieszkań, które Prawo i Sprawiedliwość obiecało Polakom w 2005 r. Młodszym wyborcom, nie pamiętającym tych czasów, wypadałoby przypomnieć: rząd premiera Jarosława Kaczyńskiego nie zbudował trzech milionów mieszkań. Tak samo, jak nie zbudował tysięcy kilometrów (obiecywanych) dróg i nowych linii kolejowych. Za to w pocie czoła budował IV RP, której znakiem rozpoznawczym było wzmocnienie służb specjalnych i śledzenie obywateli.
Trwa ładowanie komentarzy...